Zaloguj się
Tradycja godna przypomnienia

Do najmilszych wspomnień z mojej podróży po Galicyi zaliczam czas spędzony w Limanowskiem. (…) Powiat Limanowski ściąga od dawna na siebie uwagę, swoją umiejętnością w dziedzinie prowadzenie gospodarki w ramach ustawy o samorządzie powiatowym. Tak pisała Stefania Bojarska w roku 1914, po swym pobycie w  Limanowej, którego celem było zebranie materiału do cyklu reportaży o tematyce gospodarczej.

Owocem tej wizyty była wydana w roku 1917 książka zatytułowana „Galicya” wydana w cyklu „Nasz dorobek kulturalny” przez wydawnictwo Kroniki Rodzinnej w Warszawie. Zamiary autorki i cel tej publikacji dokładniej określał podtytuł: „Przewodnik dla osób pracujących społecznie lub przystępujących do pracy społecznej na wsi i w mieście”.

Książka, o której mowa, stanowi – ujęty w formę reportażu – zbiór godnych naśladowania przykładów różnego rodzaju działalności gospodarczej. W rozdziale zatytułowanym „Mądrze rządzony powiat” (to o powiecie limanowskim) znajdujemy obszerny fragment poświęcony działalności instytucji kredytowej, z której wyrósł obecny Bank Spółdzielczy w Limanowej: Towarzystwu Zaliczkowemu i Ochrony Własności Ziemskiej. Ten reportaż
z przeszłości, będący  relacją naocznego świadka wydarzeń i sytuacji, jest kapitalnym źródłem informacji o sposobie działania i znaczeniu Towarzystwa Zaliczkowego w latach poprzedzających pierwszą wojnę światową. Spójrzmy więc, co na ten właśnie temat pisała sto lat temu nie pozbawiona wnikliwości reporterka.

Wielkie usługi oddawało (…) włościanom przez pewien okres czasu  Towarzystwo Zaliczkowe, mające w swym programie działania nie tylko sprawy pieniężne, ale i ochronę własności ziemskiej i drobnej.
Będąc w Limanowej, zachodzę do nowej, bardzo porządnie pobudowanej siedziby tego Towarzystwa.  


Przypomnijmy, że jest tu mowa o pałacyku „Pod Pszczółką” – nowym wówczas budynku Towarzystwa Zaliczkowego i Ochrony Własności Ziemskiej, wzniesionym na początku XX wieku i stojącym do dziś przy obecnej ulicy Matki Boskiej Bolesnej 15. Zdjęcie na starej pocztówce ukazuje nam jego ówczesny wygląd, a dzięki relacji Stefanii Bojarskiej zaglądnąć możemy także do wnętrza, by dowiedzieć się, jakie załatwiano tam sprawy i jak obsługiwano klientów.

Jest dzień targowy, więc ruch wielki.
Urzędnicy jakoś inaczej, bardziej poufale, a zarazem po ludzku załatwiają przybywających interesantów, a interesanci ci, to przede wszystkim małorolni, przybyli po to, by pożyczkę zaciągnąć, lub opłacić raty. Ze sposobu traktowania ich przez urzędników widzę, że wielu z nich, to dobrzy, starzy znajomi, których stan majątkowy jest tym urzędnikom dobrze znany. I nic dziwnego! Towarzystwo Zaliczkowe w Limanowej (…)  załatwia włościanom bardzo drażliwe sprawy majątkowe.


Choć wielu ludzi, podobnie jak autorka reportażu, używało skróconej nazwy: Towarzystwo Zaliczkowe,  instytucja ta - jak wskazuje jej pełna nazwa - była czymś znacznie więcej niż tylko bankiem przechowującym oszczędności i udzielającym pożyczek.

Było ono, ni mniej ni więcej – pisała dalej Stefania Bojarska -  jeno przysłowiową „deską ratunkową” dla tych, którzy zabrnąwszy w długi nie widzieli już przed sobą innego ratunku, jak sprzedaż gorąco umiłowanego kawałka ziemi lichwiarzowi, będącemu zresztą faktycznym właścicielem obdłużonego nadmiernie chłopskiego mienia.

W tak opłakanem położeniu będący chłop, z dokumentami za pazuchą szedł do Towarzystwa Zaliczkowego, do Biura Spółki Ochrony Ziemi i opowiadał tam swoje położenie, nieraz istotnie rozpaczliwe.

Słuchano go tam pilnie, pytano rozważnie, przeglądano papiery, wysyłano lustratora na miejsce dla zbadania istotnego stanu rzeczyi ostatecznie kończyło się na tem, że wyciągano lekkomyślnego, a nieraz nieporadnego gospodarza z długów, administrując jego mieniem, podczas, gdy on sam szedł nieraz w świat za zarobkiem.
 
Po jakimś czasie Spółka Ochrony Ziemi, potrąciwszy sobie skromnie obliczone koszty administracji,  oczyszczony i lepiej zagospodarowany majątek zwracała gospodarzowi.

W wielu wypadkach kończyło się na udzieleniu pożyczki i na kontrolowaniu systemu gospodarczego włościanina, który przez czas pewien musiał gospodarzyć u siebie we wskazany przez Spółkę sposób.

Jak widzimy, ratowano własność drobną w powiecie limanowskim w taki sposób, jak to czyni z większą własnością w Wielkopolsce pewna organizacja ziemiańska zwana Związkiem Ziemian.

Obecnie stosunki gospodarcze u włościan pod względem kredytowymi zawodowo-rolnym o tyle się poprawiły, że Spółka Ochrony Ziemi nie potrzebuje już brać w administrację włościańskich zagród, gdyż rolnicy sami baczą już pilnie, by przychód z rozchodem żył w dobrej zgodzie i do ostatecznego zadłużenia mienia swego nie dopuszczają.

W roku 1913 oddano ostatnie włościańskie gospodarstwo, po uregulowaniu w niem stosunków kredytowych i uporządkowaniu całej gospodarki, w ręce właściciela.

Pamięć o błogosławionej, ratowniczej akcji Spółki Ochrony Ziemi włościańskiej na pewno długo przetrwa w tym powiecie.

Autorka tej relacji sprzed stu lat podkreśla, że powiat limanowski był wówczas  w tej działalności przodującym, spośród wielu powiatów, które odwiedziła.    Na drugą taką spółkę w Galicyi nie natknęłam się, a przecież byłaby ona tak potrzebna w tych powiatach, gdzie lichwa panoszy się jeszcze po wsiach, a takich okolic nie brak jeszcze, mimo że Kasy Raiffeisena, których wspaniały rozwój i doskonały duch obywatelski jest chlubą Galicyi, działają energicznie, by to zło usunąć.

I w limanowskim powiecie kasy te uregulowały stosunki kredytowe. Na 90 wsi, jakie liczy ten mądrze zarządzany powiat, zaledwie w paru wsiach nie ma jeszcze kas pożyczkowo-oszczędnościowych.


Na koniec warto dodać, że w czasie, gdy Stefania Bojarska odwiedzała wzorowy powiat limanowski, sekretarzem Rady Powiatowej, a także jednym
z wieloletnich dyrektorów Towarzystwa Zaliczkowego, był Józef Bek (1867-1931) - wybitny samorządowiec i działacz społeczny, którego autorka reportażu nazwała dobrym duchem tej części kraju. Ale to już temat na zupełnie inną opowieść.

Przypisy:
1.Wszystkie cytaty: Stefania Bojarska, Galicya. Przewodnik dla osób pracujących społecznie lub przystępujących do pracy społecznej na wsi i w mieście, publikacja z cyklu „Nasz dorobek Kulturalny,” wydawnictwo Kroniki Rodzinnej,  Warszawa 1917, s. 246 - 248.


Jerzy Bogacz