Wśród licznych inicjatyw wspieranych przez nasz bank szczególne miejsce zajmuje ta, która wykracza poza ramy codziennej działalności i granice regionu. To zaangażowanie w pomoc dla mieszkańców Republiki Środkowoafrykańskiej, realizowane we współpracy z Fundacją „Podaj Rękę Afryce” oraz bp Mirosławem Gucwą – rodakiem z Pisarzowej koło Limanowej, który od ponad 30 lat pełni posługę misyjną w diecezji Bouar.
O kulisach tej współpracy, codziennych wyzwaniach pracy misyjnej oraz realnych potrzebach mieszkańców Afryki bp Mirosław Gucwa opowiada w wywiadzie, do którego lektury serdecznie zachęcamy.
Biskup Mirosław Gucwa urodził się 21 listopada 1963 roku w Pisarzowej koło Limanowej. Tam ukończył Szkołę Podstawową im. ks. Józefa Górszczyka, a następnie Liceum Ogólnokształcące im. Władysława Orkana w Limanowej. Po maturze wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie, gdzie uzyskał tytuł magistra teologii. Święcenia kapłańskie przyjął 12 czerwca 1988 roku i przez cztery lata pracował jako wikariusz w Parafii św. Katarzyny w Grybowie. W 1992 roku, po krótkim przygotowaniu we Włoszech i Francji, przyjął z rąk bp. Józefa Życińskiego krzyż misyjny i wyruszył do Republiki Środkowoafrykańskiej. Tam rozpoczął swoją wieloletnią służbę w diecezji Bouar. Pracował jako proboszcz, rektor seminarium, kanclerz kurii i wikariusz generalny, angażując się w edukację, dialog międzyreligijny oraz projekty społeczne. W 2017 roku Papież Franciszek mianował go Biskupem diecezjalnym Bouar. Biskup Gucwa znany jest jako człowiek pokoju, inicjator Międzyreligijnej Platformy Pokoju, promotor edukacji i dialogu oraz niestrudzony budowniczy nadziei w kraju, który od lat zmaga się z ubóstwem i konfliktami zbrojnymi. W rozmowie opowiada o codziennym życiu, swoich wiernych, o potrzebach, nadziei i o tym, jak każdy z nas – tu, w Polsce – może realnie pomóc.
Początki i powołanie misyjne
Księże Biskupie, co sprawiło, że po kilku latach pracy w Polsce zdecydował się Ksiądz wyjechać na misje do Republiki Środkowoafrykańskiej?
Już w czasie seminarium zrodziła się we mnie myśl o pracy misyjnej. Zainspirowały mnie spotkania z misjonarzami, którzy podczas urlopu w Polsce odwiedzali seminarium i dzielili się swoimi doświadczeniami. Gdy byłem na drugim roku, spotkaliśmy się z siostrą zakonną opowiadającą o swojej posłudze w Kongo Brazzaville. To spotkanie głęboko mnie poruszyło i utwierdziło w przekonaniu, że misje to droga, którą chciałbym pójść.Temat misji stał się również motywem mojej pracy seminaryjnej. Później, wspólnie z kolegą, ks. Markiem Mastalskim, który pracował w Męcinie, podjęliśmy decyzję o wyjeździe. W 1992 roku, po czterech latach pracy duszpasterskiej w Polsce, otrzymaliśmy krzyże misyjne z rąk bpa Józefa Życińskiego i 26 października wyruszyliśmy do Republiki Środkowoafrykańskiej.
Jak wyglądały pierwsze miesiące na miejscu? Co było najtrudniejsze?
Największym wyzwaniem był język i zupełnie inna rzeczywistość – klimat, kultura, sposób życia. Wszystko było nowe. Trzeba było uczyć się od początku – nie tylko języka sango, ale także tego, jak rozmawiać z ludźmi i jak ich rozumieć. Zaskoczyła mnie ich prostota, otwartość i ogromne pragnienie wiary. To doświadczenie nauczyło mnie pokory.
W tym roku mija 33 lata od przyjazdu do Bouar. Jak Ksiądz wspomina te początki i jak patrzy na swoją drogę misyjną z perspektywy czasu?
Z perspektywy czasu widzę, że Pan Bóg prowadził mnie przez te wszystkie lata krok po kroku. Były chwile trudne, czasem bardzo bolesne – wojna, brak bezpieczeństwa, bieda – ale także ogromne doświadczenie zaufania i wdzięczności. Myślę, że te lata ukształtowały mnie bardziej niż jakiekolwiek studia czy pełnione funkcje. Misje uczą wrażliwości serca, bo każdego dnia spotyka się ludzi, którzy – choć mają niewiele – potrafią dzielić się tym z innymi, jeszcze bardziej potrzebującymi.
Diecezja Bouar – życie wspólnoty, ludzie
Jak wygląda dziś diecezja Bouar?
Nasza diecezja obejmuje około 45 tysięcy kilometrów kwadratowych. Mieszka tu około 650 tysięcy ludzi, z czego około 130 tysięcy to katolicy. Funkcjonuje 17 parafii oraz około 220 mniejszych wspólnot. W najbliższych latach powstaną dwie nowe parafie. Posługuje tu 55 księży i 70 sióstr zakonnych.Chłopcy, którzy myślą o powołaniu kapłańskim lub zakonnym, rozpoczynają naukę w niższym seminarium. W naszej diecezji działają trzy takie seminaria prowadzone przez ojców kapucynów, karmelitów i księży diecezjalnych. Po zdaniu matury i rozeznaniu powołania, kontynuują oni studia filozoficzne i teologiczne w wyższym seminarium w Bangui lub w innym kraju. Dziewczęta również mają swoje ośrodki formacyjne, zwane foyer (z francuskiego: „ognisko domowe”), które prowadzą siostry zakonne. W każdej parafii działają grupy apostolskie i modlitewne, a także różnego rodzaju stowarzyszenia i bractwa, skupiające dzieci, młodzież i dorosłych zaangażowanych w życie wspólnoty.
Jak wygląda codzienne życie mieszkańców?
Mieszkańcy utrzymują się głównie z uprawy manioku, kukurydzy, prosa, grochu, orzeszków ziemnych oraz różnych warzyw i owoców tropikalnych. Coraz liczniejsze plemię Mbororo zajmuje się hodowlą bydła. Wielu ludzi trudni się także polowaniem lub drobnym handlem.W miastach i na misjach pracują urzędnicy, przedsiębiorcy oraz członkowie organizacji pozarządowych, którzy mają zapewnione stałe wynagrodzenie. Jednak dla większości ludzi życie jest bardzo proste i nierzadko trudne. Do największych problemów należą brak pracy, wody pitnej w niektórych regionach oraz ograniczony dostęp do edukacji i opieki medycznej na odpowiednim poziomie.
Mimo tych trudności, widać w naszych braciach i siostrach radość, nadzieję i niezwykłą siłę ducha. Najtrudniejsza sytuacja dotyczy osób chorych, niepełnosprawnych oraz osieroconych dzieci – to właśnie im staramy się poświęcać szczególną uwagę i pomoc.

Pokój i dialog
Republika Środkowoafrykańska to kraj dotknięty wieloletnim konfliktem. Jak dziś wygląda sytuacja bezpieczeństwa w regionie Bouar?
Niestety, sytuacja wciąż pozostaje niestabilna. Nadal zdarzają się porwania, podpalenia wiosek i ataki rebeliantów, które zmuszają całe osady do ucieczki w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia – często przy parafiach lub w sąsiednich wioskach. W ostatnich miesiącach jest jednak trochę spokojniej. Doszło do porozumienia pomiędzy dowódcami niektórych ugrupowań a władzami państwowymi, co pozwoliło ograniczyć przemoc, choć nadal trzeba zachowywać ostrożność. Ludzie pragną pokoju, stabilizacji i zwyczajnego życia, w którym nie będą musieli bać się o siebie i swoje rodziny.
Ksiądz Biskup jest znany z tworzenia Międzyreligijnej Platformy Pokoju. Jak działa ta inicjatywa?
Ta platforma powstała po przejęciu władzy przez rebeliantów w marcu 2013 roku. Docierały do nas wstrząsające wiadomości o tym, co działo się we wsiach, gdy oddziały rebeliantów – w większości muzułmanie – posuwały się w stronę stolicy. Po przejęciu władzy ich sposób działania niewiele się zmienił. Kiedy więc pojawili się w Bouar, zrodziła się myśl, aby doprowadzić do spotkania księży, pastorów i imamów w jednym miejscu w sali parafialnej, by wspólnie podejmować wysiłki zmierzające do utrzymania spokoju, który panował przed rebelią. Zaskoczyła mnie otwartość i chęć dialogu wszystkich stron. Regularne spotkania i rozmowy z dowódcami sił zbrojnych, utworzonych z byłych rebeliantów, pomogły uniknąć rozlewu krwi w naszym regionie. Podobnie było później, gdy po ośmiu miesiącach upadł rząd, a kontrolę przejęły ugrupowania samoobrony złożone głównie z chrześcijan i byłych żołnierzy – również wtedy staraliśmy się zapobiegać przemocy.
Na zakończenie każdego roku, a także przy okazji różnych wydarzeń, organizujemy wspólne spotkania i modlitwy o pokój, w których uczestniczą chrześcijanie i muzułmanie. Niejednokrotnie proszono mnie, abym zabrał głos w meczecie podczas wspólnej modlitwy. Również w tym roku, na zakończenie Ramadanu, poproszono mnie o modlitwę w intencji pokoju.
Z muzułmanami, protestantami i przedstawicielami lokalnych wspólnot, nie wyłączając kobiet i młodzieży spotykamy się regularnie, aby nadal pracować na rzecz pokoju. Przedstawiciele władz państwowych, cywilnych i wojskowych zawsze są zapraszani na tego rodzaju spotkania. Oni też zapraszają przedstawicieli wyznań religijnych na różne uroczystości państwowe, które zazwyczaj zaczynają od modlitwy.

Edukacja i rozwój
Edukacja to ważny filar misji. Jak wygląda system nauczania w Bouar?
W samym Bouar, a także w większych miastach i wioskach, działają szkoły państwowe, katolickie i prywatne. Liczba dzieci i młodzieży uczącej się w tych placówkach znacznie przekracza ich możliwości. W naszych szkołach staramy się ograniczać liczbę uczniów do 50 w klasie, natomiast w szkołach państwowych i prywatnych takich limitów nie ma. Zdarza się, że klasy maturalne liczą ponad stu uczniów, a klasy początkowe szkoły podstawowej są jeszcze liczniejsze.W prawie każdej parafii funkcjonuje szkoła – łącznie mamy 51 placówek edukacyjnych. Niestety, wciąż wiele dzieci nie uczęszcza do szkoły, ponieważ ich rodziny są bardzo biedne lub mieszkają w znacznej odległości od ośrodków nauczania. Coraz częściej zdarza się też, że dzieci same wyruszają lub są wysyłane przez rodziców na tzw. chantier, czyli w poszukiwaniu złota. Dlatego tak bardzo zależy nam na edukacji i uświadamianiu rodziców, że szkoła to fundament przyszłości ich dzieci.
Wiem, że planowana jest budowa kompleksu szkolnego. Proszę opowiedzieć, na jakim etapie jest ta inicjatywa?
Tak, to bardzo duży i ważny projekt – planujemy stworzenie kompleksu szkolnego od przedszkola po liceum. Mamy już teren pod budowę, a kosztorys przedsięwzięcia wynosi około 500 tysięcy euro. Pierwszym etapem będzie budowa domu dla sióstr zakonnych, które będą prowadzić ten ośrodek. To siostry miejscowe, dobrze przygotowane pedagogicznie i intelektualnie, których charyzmatem jest praca z dziećmi, zwłaszcza z osieroconymi.Miasto położone jest blisko Kamerunu, w gęsto zaludnionej okolicy. Istniejące szkoły już dziś nie są w stanie sprostać potrzebom edukacyjnym. Dlatego budowa nowego kompleksu to inwestycja nie tylko w mury, ale przede wszystkim w przyszłość tutejszych dzieci i ich rodzin.
Czy dzieci chętnie chodzą do szkoły, czy jednak bieda i sytuacja rodzinna utrudniają im naukę? Jakie są największe przeszkody – brak nauczycieli, pomocy naukowych, czy może infrastruktury?
Dzieci chcą się uczyć, ale często brakuje podręczników, zeszytów, ubrań czy nawet butów. Czasem rodzice nie mogą opłacić drobnych składek. Brakuje też nauczycieli – wielu z nich wyjeżdża do większych miast w poszukiwaniu pracy. Mimo to, kiedy szkoła jest otwarta, dzieci przychodzą z radością. Wiele dzieci każdego dnia pokonuje 5 km, wychodząc z domu o szóstej rano i wracając tą samą drogą w południe. To pokazuje, jak bardzo pragną wiedzy i jak głęboko wierzą, że nauka może odmienić ich przyszłość.
Zdrowie, opieka i nowe projekty
W planach jest również budowa porodówki. Dlaczego ten projekt jest tak ważny?
Warunki medyczne w regionie Doko są bardzo trudne. Kobiety często rodzą w domach, bez jakiejkolwiek pomocy medycznej. Do najbliższej porodówki w Bocaranga mają około 25 kilometrów po zniszczonej drodze, co oznacza ponad godzinę jazdy samochodem. Wiele kobiet, które chcą urodzić w szpitalu, transportowanych jest na motorach, co stanowi ogromne zagrożenie zarówno dla matki, jak i dla dziecka. Nowa porodówka to dla nich nadzieja na życie i bezpieczeństwo. Chcemy, by każda mama mogła urodzić swoje dziecko w godnych warunkach, pod opieką wykwalifikowanego personelu.
Wspominał Ksiądz także o ośrodku rehabilitacyjnym dla osób niepełnosprawnych.
Tak, to kolejne marzenie, które powoli nabiera realnych kształtów. Mamy już zakupiony teren i rozpoczęły się prace projektowe prowadzone przez architekta. W naszym regionie wielu ludzi – zwłaszcza dzieci – potrzebuje rehabilitacji. Niepełnosprawność wyklucza ich z normalnego życia, a osoby te bywają zapomniane i czują się niepotrzebne. Chcemy stworzyć dla nich miejsce, w którym znajdą wsparcie, odzyskają nadzieję i możliwość podjęcia pracy, by mogły wrócić do swoich rodzin i aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym.
Czy lokalna społeczność angażuje się w realizację tych projektów – w prace, wolontariat, pomoc przy budowie?
Tak, i to bardzo. Nabycie terenu o powierzchni 2,3 hektara – wraz z ziemią uprawną, w pobliżu miasta i niedaleko elektrowni słonecznej – było możliwe dzięki życzliwości właściciela, który sprzedał go za symboliczną kwotę 8 000 euro. Mieszkańcy również pomagają w typowy dla Afryki sposób – przywożą piasek, kamienie, pomagają w transporcie materiałów, przygotowują posiłki dla pracowników. Wszystko to robią za symboliczne wynagrodzenie lub z potrzeby serca. W przyszłości liczymy na pomoc młodych ludzi, którzy będą mogli angażować się w działalność ośrodka jako wolontariusze. W ten sposób wszyscy razem współtworzymy dobro, które staje się wspólnym dziełem lokalnej społeczności i Kościoła.
Wolontariat i współpraca z Polską
Do Bouar przyjeżdżają też wolontariusze z Polski. Jak wygląda ich praca?
To ludzie o wielkim sercu. Pomagają w szkołach, ośrodkach zdrowia, przy budowach, a także w animacjach dla dzieci. Niektórzy zostają na miesiąc czy dwa, inni – na kilka lat. Mamy misjonarkę świecką z Woli Rzędzińskiej, która pracuje tutaj już ponad 30 lat i to właśnie ona jest jedną z inicjatorek naszego nowego ośrodka.Potrzebni są nauczyciele, lekarze, pielęgniarki, budowlańcy, informatycy, ale przede wszystkim dobrzy ludzie, którzy potrafią poświęcić swój czas i serce dla innych.
Co powinien wiedzieć ktoś, kto chciałby dołączyć?
Przede wszystkim trzeba się dobrze przygotować – zarówno duchowo, jak i praktycznie. Konieczne są odpowiednie szczepienia, dobry stan zdrowia i otwartość na zupełnie inną kulturę. Tu nie chodzi o egzotykę, ale o prawdziwą służbę człowiekowi.Wolontariusze są przyjmowani z ogromną wdzięcznością. W naszym regionie szczególnie ważna jest znajomość języka francuskiego, zwłaszcza dla tych, którzy planują dłuższy pobyt. Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie prowadzi roczne przygotowanie dla wolontariuszy długoterminowych – od września do czerwca – z możliwością wyjazdu na trzy miesiące do Francji w celu doskonalenia języka.
Jak Ksiądz ocenia wsparcie z Polski?
Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem. Z całego serca dziękuję za każdą modlitwę, za każdy dar i każde słowo otuchy. Bez pomocy z Polski wiele z naszych inicjatyw nie mogłoby się urzeczywistnić. Jednocześnie wciąż uczymy się, jak tę pomoc kierować mądrze – tak, by nie tworzyć zależności, ale wzmacniać samodzielność i godność ludzi, którym pomagamy. 
Wiara, nadzieja, przyszłość
Jak Ksiądz wyobraża sobie diecezję za 10 lat?
Marzę o tym, by każde dziecko mogło chodzić do szkoły, zdobywać wykształcenie i później znaleźć pracę, która pozwoli mu godnie żyć. Chciałbym, by kobiety miały łatwy dostęp do opieki medycznej, a ludzie nie musieli się bać o swoje bezpieczeństwo. Pragnę, aby diecezja Bouar była miejscem pokoju – małym światłem w sercu Afryki, gdzie Ewangelia prowadzi do spotkania z Chrystusem, a edukacja i opieka zdrowotna służą rozwojowi człowieka w pełni.
Co dziś jest najbliższe sercu Księdza?
Zdecydowanie edukacja szeroko pojęta oraz troska o życie duchowe i fizyczne. Szkoła, porodówka i ośrodek dla osób niepełnosprawnych to dla mnie trzy filary nadziei oparte na solidnej Skale, którą jest Chrystus.
Przesłanie dla Polaków
Na zakończenie - co Ksiądz chciałby przekazać naszym czytelnikom?
Chcę powiedzieć jedno: Wasza modlitwa i pomoc naprawdę mają sens. Każdy grosz, każda intencja, każdy list – to konkretne dobro, które zmienia życie ludzi tutaj, w Afryce. Pamiętam chłopca, który dzięki wsparciu z Polski mógł skończyć szkołę i dziś uczy innych. To są cuda codzienności, które wydarzyły się dzięki Wam.
Jak możemy się włączyć w misję?
Modlitwą, pomocą finansową i wolontariatem. Ale też pamięcią. Wystarczy czasem pomyśleć: „Tam, w Afryce, jest mój rodak, który potrzebuje wsparcia” – i już jesteście częścią tej misji.
Jakie słowa nadziei i zachęty chciałby Ksiądz zostawić naszym rodakom – zwłaszcza młodym ludziom, którzy szukają swojego miejsca w świecie?
Nie bójcie się żyć „mając i patrząc w serce”, jak napisał Mickiewicz. Miejcie odwagę ufać Bogu i ludziom. Każdy z nas może być misjonarzem – w swojej rodzinie, pracy, szkole, w codzienności. Nadzieja rodzi się tam, gdzie jest dobro – i to dobro ma moc przemieniać świat.Rozmowa z bp. Mirosławem Gucwą zostawia w sercu spokój i poruszenie. Pokazuje, że misje to nie egzotyczna przygoda, lecz codzienna praca, modlitwa i solidarność z ludźmi, którzy mimo ubóstwa potrafią żyć z nadzieją.
Biskup Gucwa wciąż marzy o szkole, porodówce i ośrodku dla niepełnosprawnych. A nas – tu, w Polsce – zaprasza, byśmy stali się częścią tej historii. Jeśli chcesz pomóc w realizacji tych projektów – wesprzyj inicjatywę. Każda pomoc ma znaczenie.
