140 lat banku spółdzielczego w limanowej

Sto czterdzieści lat temu żyło jeszcze pokolenie naszych pradziadków i prababek. W genealogii to niewiele. Tylko trzy pokolenia. Ale ówczesny świat wyglądał zupełnie inaczej.


Antoni Józef Mars



Antoni Józef Mars

Limanowa położona – jak wówczas pisano – w zachodniej Galicji była jednym z miast powiatowych Monarchii Austro-Węgierskiej i liczyła niespełna półtora tysiąca mieszkańców – poddanych cesarza Franciszka Józefa I. Nie docierała tu jeszcze wówczas kolej, a jedynym źródłem informacji były gazety. Ci nieliczni, którzy je czytali mogli się dowiedzieć, że Thomas Alva Edison wynalazł właśnie fonograf - aparat do zapisywania dźwięków i że zmarł William Henry Fox Talbot fizyk i chemik brytyjski, odkrywca techniki fotograficznej negatyw-pozytyw. Na świecie, jak i dziś, było niespokojnie: W Europie car Aleksander II ogłosił wojnę przeciwko Turcji, zaś w Afryce Południowej Brytyjczycy zaanektowali Transwal – republikę Burów.

W tych to czasach Antoni Józef Mars – działacz społeczny i gospodarczy, właściciel dworu, w którym obecnie mieści się Muzeum Regionalne Ziemi Limanowskiej – postanowił utworzyć w Limanowej pierwszą na tym terenie spółdzielnię kredytową. Jej założyciel spisywał wspomnienia, do których warto zaglądnąć właśnie teraz, bowiem na rok 2017 przypadają obchody 140. rocznicy powstania Towarzystwa Zaliczkowego, którego tradycje kontynuuje Bank Spółdzielczy w Limanowej.

Początki spółdzielczości kredytowej w Limanowej na kartach pamiętnika Antoniego Józefa Marsa (1819-1905). W roku 1905 trafiły do rąk czytelników wspomnienia zatytułowane: Z pamiętnika Antoniego Józefa Nogi Marsa dotyczące działalności w Galicyi w drugiej połowie ubiegłego stulecia. Wspomnienia te opracował Teofil Wiadomski, a wydano je w drukarni J. K. Jakubowskiego w Nowym Sączu.

Druga połowa ubiegłego [dziewiętnastego] stulecia - Pisał Antoni Józef Mars – to okres czasu, w którym Galicya poczęła się budzić z dawniejszego odrętwienia.

Na wszystkich polach rozpoczęła się praca i to praca organiczna. Powolna co prawda, ale dająca dodatnie rezultaty. Poczęto pracować w różnych kierunkach w celu rozbudzenia rodzinnego handlu i przemysłu, podniesienia rolnictwa i w ogóle dobrobytu w kraju.

Powstawało wiele towarzystw, spółek, banków, które to lepiej, to gorzej rozwijały się, wznosiły i upadały, a których działalność w każdym razie dodatnio na kraj wpływała. Powiat limanowski, górski, położony na uboczu, nie posiadający żadnego większego miasta, bo główna miejscowość, siedziba władz i urzędów, Limanowa liczy około 2000 głów, nie miał prawie udziału w tym ruchu, jaki się po większych miastach objawiać począł.

Jak za dawnych czasów, cały drobny handel był w rękach żydowskich, a przemysł prawie że nie istniał, natomiast lichwa rozwielmożniła się na szeroką skalę. Wywłaszczenie z ziemi było na porządku dziennym tak dobrze w szeregach większej jako też i drobnej własności.

Okoliczność ta zwróciła moją uwagę i skłoniła mię do założenia instytucyi, która by lichwę bodaj w części wyrugować mogła. Odczuwając potrzebę rzucenia inicjatywy w tym kierunku, podjąłem myśl założenia „Towarzystwa Zaliczkowego”. Około trzydziestu chętnych obywateli podpisało deklaracje na członków Towarzystwa z nieograniczona poręką i składając swe udziały, stworzyli fundusz zakładowy 200 zł.

Do kapitaliku powyższego ofiarowałam 1.000 zł. co razem dało początek nowemu Towarzystwu. Po zatwierdzeniu statutów i zaprotokółowaniu firmy, rozpoczęły się pierwsze czynności.

Początki były niezmiernie trudne, nie posiadając odpowiednich kapitałów, nie mieli czem pokryć najniezbędniejsze drobne wydatki, umieściłem więc Towarzystwo bezpłatnie w swoim lokalu, zajmując się jego sprawą bezinteresownie przez pierwszych kilka lat.

Rozpoczynając, miałem rządcę do gospodarstwa rolnego Edwarda Prókulskiego, emigranta przybyłego z Warszawy, człowieka zdolnego, uczciwego i pracowitego. Ten więc pomagał mi w biurze Towarzystwa już to jako buchalter, już jako kasyer i korespondent. Po upływie lat trzech otrzymywał w Towarzystwie za swą pracę tantiemy. Wnet jednak, bo już po latach sześciu, zachorował i umarł.

Znalazłem się w wielkim kłopocie, bo drugiego tak uczciwego człowieka trudno mi był wynaleźć. Ci, co po nim czynności objęli, zmieniali się bardzo często, tak, że wszystkie sprawy Towarzystwa na moich prawie wyłącznie barkach spoczęły.

Jakie miałem jednak zaufanie i kredyt w różnych instytucjach, przez cały czas rozwoju Towarzystwa t j. do roku 1898, świadczy wymownie ilość członków Towarzystwa, dochodząca liczby 1.563, którzy wnieśli 76.018 udziałów; fundusz rezerwowy wynosił 35.040 zł,
razem własnych funduszów 111.458 zł., wkładek oszczędności 114.690 zł., kredytów w instytucyach 152.198 zł. Razem 379.346 zł.

Wkrótce okazało się jednak, że Towarzystwo Zaliczkowe, pełniące wyłącznie rolę spółdzielczej kasy pożyczkowej, nie jest w stanie rozwiązać wszystkich problemów ekonomicznych – szczególnie tych, które związane były z trudnymi sprawami własnościowymi. Wtedy to Antoni Józef Mars postanowił powołać do życia Towarzystwo Ochrony Własności Ziemskiej. Jego działalność od chwili rozpoczęcia w roku 1881 napotykała na liczne trudności najczęściej związane z utrudnieniami w zdobyciu kredytu. W tej sytuacji powstałe wcześniej Towarzystwo Zaliczkowe udzielało finansowego wsparcia bratniej instytucji – Towarzystwu Ochrony Własności Ziemskiej. Powołano je do życia - jak pisał autor wspomnień – celem ratowania [gospodarstw] zagrożonych wywłaszczeniem, dopomagania podupadłym, a w najgorszych razach ratowania zagrożonym tego, co uratowanem być mogło; innym zaś okolicom podania wzoru, jak sobie pomagać można w podobnych wpadkach.

U początku swej działalności Towarzystwo Ochrony Własności Ziemskiej posiadało: w udziałach 824 złr. (złotych reńskich), w funduszu rezerwowym 70 złr., w składkach na rachunek bieżący 1421 złr., w zaliczkach od stron na zamawiane grunty 1197 złr. W sumie ponad 3500 złr.

Rada Nadzorcza składała się z 12 osób, a kierowali nią: prezes Władysław Struszkiewicz i wiceprezes Mieczysław Marynowski. Dyrekcja składała się z trzech dyrektorów (Józef Mars, Stanisław Peszko i Jan Kubliński) oraz dwóch zastępców (Stanisław Mars, Antoni Műller).

Mówiąc najogólniej działalność Towarzystwa Ochrony Własności Ziemskiej polegała na braniu w dzierżawę lub wykupie zaniedbanych, zadłużonych i zagrożonych upadłością gospodarstw oraz na ich ekonomicznej odbudowie. Czasowo wywłaszczonym właścicielom udzielano zapewnień, że kupiona posiadłość, po oczyszczeniu z długów i uregulowaniu interesów, powróci w całości lub jakiejś części do właściciela, po odebraniu poczynionych wypłat i potraceniu procentu (2-5%) na koszty administracyjne Towarzystwa. Proces pomocy opisany został szczegółowo przez autora wspomnień w obszernym rozdziale X zatytułowanym „O Towarzystwie Ochrony Własności Ziemskiej w Limanowy”.

Towarzystwo dbało o to, aby ziemia nie przechodziła w posiadanie żywiołu obcego, a nie przychylnego narodowości polskiej (…), aby właściciele większych posiadłości odsprzedawali grunta odległe, mało lub wcale nie użyteczne właścicielom mniejszej posiadłości, aby z tych gruntów większe niż dotąd korzyści mogły być otrzymane, posiadłości wiejskie małe mogły się zwiększać, komasować, dawać odpowiednie zatrudnienie i potrzebne wyżywienie familiom na nich osiadłym.

Z włościanami podupadłymi, zadłużonymi, często zagrożonymi wywłaszczeniem, postępowało się podobnie jak z właścicielami większych posiadłości, to jest wchodziło się w kupno gospodarstwa, czy to z wolnej ręki, czy to na publicznej licytacyi, a wywłaszczonemu wypuszczało się w dzierżawę.

O skali problemu świadczy fakt, że według danych przytoczonych we wspomnieniach Antoniego Józefa Marsa w powiecie limanowskiem zadłużonych w Zakładzie Kredytowym Włościańskim i bliskich ruiny majątkowej było w tym czasie 360 gospodarstw. Wiele z nich ocalało dzięki finansowej, doradczej i prawnej pomocy Towarzystwa Ochrony Własności Ziemskiej. Oprócz licznych włościan z pomocy Towarzystwa, skorzystało także 31 właścicieli większych dóbr ziemskich. Stanowczo odmawiano współpracy jedynie z ziemianami, którzy przy pomocy Towarzystwa chcieli parcelować swoje majątki. O szkodliwości tego zjawiska tak pisał prezes Towarzystwa: Aby mieć wyobrażenie, jak szkodliwem jest znoszenie posiadłości dworskich nie tylko pod względem politycznym i ekonomicznym dla całego kraju, ale i dla samych włościan, dość porównać miejscowości te, gdzie nie było dworów lub dwory poznoszono, z miejscowościami, gdzie się jeszcze dwory utrzymały. Gdy w pierwszych zobaczymy nędzę, liczne wychodźstwo za zarobkiem w dalekie miejscowości, dużo matek i dzieci w największej nędzy, opuszczonych przez ojców, to tam, gdzie jeszcze są dwory, znajdziemy zamożność, włościanie mają zarobek na miejscu i nie potrzebują opuszczać żon i dzieci, nie wychodzą za zarobkiem czasem za morza, skąd często nie wracają więcej.

Towarzystwo Ochrony Własności Ziemskiej w Limanowej, mimo swych licznych zasług oraz oczywistych pożytków wynikających z jego istnienia, zostało rozwiązane w roku 1897. Jak pisał Antoni Józef Mars: Stało się to głównie z powodu różnych, długo ciągnących się nieporozumień między Towarzystwem, a władzą skarbową i robionych prześladowań. Co prawda po kontroli urzędników ze Lwowa część skarg uwzględniono, a niesłuszne wymiary i nakazy płatnicze cofnięto, ale – jak czytamy w pamiętniku: – Całe to zajście, łącznie z poprzednimi wypadkami, wywarło ten skutek na rozwój Towarzystwa, że ściągnęło ono na siebie niechęć wyższych władz skarbowych. (…) Nie ustała więc sekatura nad naszym Towarzystwem i ona sprawiła wreszcie to, że musieliśmy w końcu Towarzystwo rozwiązać. Stało się to, jak już wspomniałem, w roku 1897.

Z funduszu rezerwowego Towarzystwu zostało 12.000 zł., z których 2.000 zł przeznaczono na kościół w Limanowy,  10. 000 zł. złożono na budowę szpitala lub innego zakładu sanitarnego w Limanowy.

Wkrótce potem, gdy zmieniano statut Towarzystwa Zaliczkowego, postanowiono powrócić do idei ochrony własności ziemskiej i zmieniono nazwę limanowskiej spółdzielni kredytowej na Towarzystwo Zaliczkowe i Ochrony Własności Ziemskiej, ale sprawami związanymi z ochroną własności ziemskiej już się ono właściwe nie zajmowało, gdyż - jak pisał założyciel obu towarzystw – …akcya podobna jak dawniej byłaby trudną, a często niemożliwą, a co ważniejsze i do pewnego stopnia stała się, dzięki Bogu, na dzisiaj bezprzedmiotową.

Wspominając działalność Towarzystwa Ochrony Własności Ziemskiej warto jeszcze zwrócić uwagę, że właśnie przy tym Towarzystwie, w roku 1883 z inicjatywy Antoniego Józefa Marsa utworzono Fundusz zapomogi dla pogorzałych, a nie ubezpieczonych od ognia.

Na kartach pamiętnika znaleźć można wiele innych, wspaniałych przykładów pozytywistycznej pracy u podstaw, podejmowanej przez Antoniego Jozefa Marsa. Zasługi te docenili współpracownicy, którzy 10 lipca 1900 roku skierowali do Antoniego Józefa Marsa uroczysty Akt Uznania, w którym pisali:

Czcigodny Panie!

Przez lat dwadzieścia byłeś duszą Towarzystwa Zaliczkowego w Limanowy - nie tylko jako jego Twórca, który z niczem zaczynał i w pierwszych zawiązkach własną ofiarnością byt Towarzystwa podpierał, ale oddałeś mu się niepodzielnie - zdawszy własne interesa rodzinne na synów.

Twórczym umysłem powołałeś do życia nową zupełnie instytucyę – jakiej w kraju wzoru nie było tj. „Towarzystwo Ochrony Własności Ziemskiej”, które to Towarzystwo w ciągu lat 14 uratowało ziemię, należącą do kilkuset rodzin - wywłaszczeniem przez obce żywioły zagrożonych.

Zorganizowałeś przy naszym Towarzystwie fundusz zapomogowy dla biednych pogorzelców.

Wziąłeś na siebie ciężar kierowania zastępstwem Banku Krajowego – tyle ważnych dla naszego powiatu.

Ile skutecznie działały instytucye przez Ciebie Czcigodny Panie do życia powołane i kierowane, skromnym dowodem jest uznanie, jakie Cię spotykało – już to w łonie naszego Towarzystwa, jak o tem protokoły Walnych zgromadzeń i akta Towarzystwa świadczą, już to uznanie, jakiego doznałeś na Wystawie lwowskiej w 1894 roku.

Słusznie też, rosnąc w powagę i uznanie byłeś darzony zaufaniem Związku naszych Towarzystw, które Ci mandaty do lustracji innych Towarzystw powierzał.

Rada nadzorcza Towarzystwa limanowskiego uchwaliła zatem w uznaniu Twych niespożytych zasług na posiedzeniu dnia 10 lipca 1900 r. przesłać Ci Czcigodny Panie, niniejsze pismo.

Limanowa, dnia 10 lipca 1900 roku

Pismo podpisali: Ks. Ignacy Górski - prezes, ks. Kazimierz Łazarski – wiceprezes, Stanisław Potocki, dr Młodzik, Maryan Kwiatkowski, ks. Jan Bubula, dr Włodzimir Wójtowicz, Franciszek Czeczótka.

Rękopis pamiętnika Antoniego Józefa Nogi Marsa znajduje się w zbiorach Muzeum Regionalnego Ziemi Limanowskiej. Stamtąd też pochodzi cytowany egzemplarz drukowany, który zawiera wybrane fragmenty wspomnień (Z pamiętnika Antoniego Józefa Nogi Marsa, dotyczące działalności w Galicyi w drugiej połowie ubiegłego stulecia, wypracował i do druku przygotował Teofil Wiadomski. Wydrukowano w MCMV roku w drukarni J.K.Jakubowskiego WWY w Nowym Sączu.). Reprodukcje stron tej publikacji wraz ze zdjęciem Antoniego Józefa Marsa udostępniło Muzeum Regionalne Ziemi Limanowskiej. W cytatach zachowano pisownię oryginału.

opracował Jerzy Bogacz

 

 

Bankowy Fundusz Gwarancyjny

Zastrzeżenie karty

Program Rodzina 500+

Do prawidłowego działania strony niezbędne są pliki cookie, zapoznaj się z naszą polityką plików cookie.     AKCEPTUJĘ